Mykonos

· Cyklady

Nasza historia

Imprezownia Cyklad czy raj dla rodzin?

Kolejnym przystankiem w naszej wielkiej greckiej przygodzie była wyspa Mykonos. Postanowiliśmy pójść tokiem myślenia, że skoro pierwszą naszą wyspą była nieturystyczna Kefalonia, to logicznie kolejna powinna być wyspa turystyczna.

Szczerze mówiąc, zastanawialiśmy się jak podczas wyborów na prezydenta – którą by tu wyspę odwiedzić z tych turystycznych? Rozważaliśmy Santorini, Rodos, Kretę czy właśnie Mykonos. O tej ostatniej dużo się nasłuchaliśmy, m.in. że jest to wyspa nazywana „imprezownią Cyklad" i słynie z niezwykle liberalnego podejścia do związków homoseksualnych. Słyszeliśmy też, że wieczorami to istny raj kolorów, świateł oraz głośnej muzyki. Stwierdziliśmy – a co tam! Sprawdźmy czy tak jest naprawdę.

Zobacz jak wyglądała nasza przygoda:

Przygotowania i podróż

Przygotowania zaczęliśmy od szukania biletów lotniczych. Z uwagi na to, że najlepszy w te klocki jest mój małżonek, to on zajął się przeczesywaniem stron z biletami. Ja za to zaczęłam polowanie na swoim safari, tzn. zakwaterowanie. Polowałam niczym lew na sawannie, który szuka antylopy, ale ceny za tydzień pobytu oscylowały w niebagatelnych kwotach – dochodziły nawet do 15 000 zł za 7 dni! Słyszeliśmy, że wyspa uchodzi za drogą, i te ceny to potwierdzały.

Po wielkich trudach upolowałam wreszcie ofertę godną uwagi i dokonałam rezerwacji. Pomyślałam – git! Domek już jest, ale czy bilety się znajdą? Pytam więc małżonka, czy coś znalazł, a on na to: „Wiesz co? Ciężko jak cholera, choć coś znalazłem". No i pokazał – lot z przesiadką, który w sumie trwał blisko cały dzień. Nie zrażona tą propozycją, ochoczo się zgodziłam na zakup biletów.

Lot zaczynał się w godzinach porannych na warszawskim Okęciu, skąd wylecieliśmy do stolicy Szwajcarii – Zurychu. Fotele były moim zdaniem lekko wygodniejsze niż w LOT-owskim Embraerze, którym lecieliśmy wcześniej do Aten. Młody dostał w trakcie lotu małego pluszaka w kształcie samolotu z logiem SWISS, którego aż do powrotu do Polski nazywał pieszczotliwie „Panem Lotkiem".

W stolicy Szwajcarii spędziliśmy lekko ponad 3 godziny. W tym czasie zaczęło mocno padać. Nasz lot docelowy mieliśmy wykonać linią Edelweiss. Ten lot był dość długi, ale zostaliśmy miło zaskoczeni – otrzymaliśmy posiłek. Na Mykonos przylecieliśmy wraz z zachodzącym słońcem.

Zachód słońca na Mykonos
Na Mykonos przylecieliśmy wraz z zachodzącym słońcem.

Przygoda z wypożyczalnią

Zmęczeni podróżą jak po wspinaczce na K2, chcieliśmy po prostu wsiąść do zamówionego wcześniej samochodu i pojechać do hotelu. Pomimo wcześniejszych ustaleń z wypożyczalnią okazało się, że nikt na nas nie czekał! Lekko poirytowani udaliśmy się do wypożyczalni. Pan był zdziwiony, że było jakieś zamówienie, bo przecież nic do niego nie dotarło.

U mnie irytacja sięgnęła zenitu, ale jeszcze się trzymałam (choć byłam przyczajona niczym tygrys gotowy do skoku). Mój ślubny spojrzawszy na mnie, w lot zrozumiał powagę sytuacji i przejął dowodzenie. Koniec końców, po godzinie załatwiania formalności dostaliśmy samochód – i wtedy po raz pierwszy poczuliśmy, że opinie mówiące o drogiej wyspie są prawdziwe. Na Kefalonii za wypożyczenie nówki sztuki zapłaciliśmy znacznie mniej, a tu w wyższej cenie dostaliśmy auto o gorszym standardzie.

Apartament w rejonie Lia Beach

Nauczeni doświadczeniem z Kefalonii, pojechaliśmy najpierw do sklepu po jedzenie na kolację. Po zrobieniu zakupów ruszyliśmy do apartamentu, który wynajęliśmy w rejonie Lia Beach. Po przyjeździe Yannis oprowadził nas po miejscu i poszedł do siebie.

Gdy przyszedł ranek, naszym oczom ukazał się księżycowy krajobraz wyspy i piękny widok na morze z tarasu. Zjedliśmy śniadanko i stwierdziliśmy, że pozwiedzamy okolicę.

Widok z tarasu apartamentu na Mykonos
Księżycowy krajobraz wyspy i piękny widok na morze z naszego tarasu.

Plaża Lia nie była typowo piaszczysta ani też mocno kamienista jak Myrtos na Kefalonii. Były to raczej malutkie i średniej wielkości kamienie – wchodzenie do wody było dość bolesne. Plaża była zastawiona leżakami należącymi do pobliskiej tawerny i tanie nie były. Nam, biednym żuczkom, pozostały więc olbrzymie głazy narzutowe na jednym z krańców plaży.

Plaża Lia Beach na Mykonos
Plaża Lia Beach – nasz codzienny punkt plażowania.

Warto nadmienić, że Yannis polecił nam zlokalizowaną nieopodal Lia Tavern, gdzie podobno mieli świetne ryby. Jak się okazało potem – faktycznie tak było! Takiej pysznej kolacji nie jadłam dawno. Najedzeni jak bąki po wypiciu nektaru wróciliśmy do pokoju.

Mała Wenecja i Stary Port

Wieczór postanowiliśmy spędzić w centrum miasta. Okazało się, że samochodem nie wjedziesz do Starego Portu, więc trzeba było zostawić go na parkingu i zejść w dół pieszo. Nie powiem, trochę się baliśmy – kazano nam oddać kluczyki od auta. Wpadliśmy więc na pomysł, że dla bezpieczeństwa wrzucimy do auta jeden z naszych AirTagów i będziemy sprawdzać, czy auto stoi tam, gdzie je zostawiliśmy.

Po zejściu do „Małej Wenecji" zastało nas światło przyportowych tawern, krzyki sprzedawców w alejkach i zapach greckiej kawy. Generalnie niezbyt lubimy głośne i zatłoczone miejsca, więc nasza ocena od razu poszybowała lekko w dół.

Mała Wenecja na Mykonos
Mała Wenecja – kolorowe tawerny nad samą wodą.
Stary Port na Mykonos
Stary Port – serce turystycznego Mykonos.

Wycieczka na Delos

Poszliśmy do portu sprawdzić, jakie mają wycieczki w ofercie i kiedy wypływają na pobliskie wyspy. Okazało się, że ze Starego Portu wypływają jedynie statki na wycieczki do Delos. Pomyśleliśmy – czemu nie? Popłyńmy zobaczyć tę wyspę!

Gdy nadszedł dzień wycieczki, pognaliśmy jak wiatr w stronę stolicy wyspy. Udało nam się namierzyć bezpłatny parking w Nowym Porcie. Grecy wymyślili coś na wzór wodnych taksówek, które pływają pomiędzy Nowym a Starym Portem. Koszt śmieszny – 2 euro za osobę w jedną stronę. Przy założeniu, że za parkingi w centrum musielibyśmy płacić 20 euro, była to opcja znacznie tańsza.

Wyspa Delos - ruiny starożytne
Delos – święta wyspa starożytnych Greków z imponującymi ruinami.

Słynne wiatraki

Następnego dnia znów udaliśmy się do Starego Portu, tym razem aby zobaczyć słynne wiatraki z Mykonos. Byłam bardzo ciekawa, dlaczego każdy z nich wygląda trochę inaczej niż jego sąsiad, i zapytałam o to lokalną na straganie.

W odpowiedzi usłyszałam, że każdy z nich jest własnością innej osoby – jedni właściciele dbają o nie bardziej, inni mniej, a są i tacy, którzy nie dbają wcale. Wtedy do gry wchodzi miasto, które przypomina takiemu delikwentowi o konieczności zadbania o własność, będącą symbolem wyspy. Do wiatraków zatem wejść nie można, chyba że zgodzi się na to właściciel.

Wiatraki na Mykonos
Słynne wiatraki – symbol Mykonos, każdy należy do innego właściciela.
Białe uliczki Mykonos
Charakterystyczne białe uliczki z niebieskimi akcentami.

Wycieczka na Naxos

Bardzo chcieliśmy zobaczyć inne greckie wyspy, więc zapytaliśmy marynarza na łodzi-taksówce, skąd odpływają statki na Naxos i Paros. Za przepłynięcie statkiem w jedną i drugą stronę wydaliśmy w sumie 200 euro – ale było warto!

Wyspa Naxos
Naxos – największa z Cyklad, zdecydowanie warta odwiedzenia.

Czy Mykonos jest drogi?

Po powrocie z Delos zdecydowaliśmy się zjeść obiad w lokalnej tawernie. I tu po raz kolejny utwierdziliśmy się w przekonaniu, że wyspa należy do tych z gatunku „drogie". Na Kefalonii za obiad dla trzech osób, z którego wychodziliśmy najedzeni i jeszcze zabieraliśmy resztę do domu, płaciliśmy 40 euro. Na Mykonos za ten sam obiad zapłaciliśmy już 100 euro. Jest różnica, nie?

Powrót do domu

Pozostałe dni upływały nam na zwiedzaniu wyspy, plażowaniu i ładowaniu baterii światłem słonecznym. Wieczorami, odganiając się od natrętnych ćmianek (malutkich gryzących muszek!), siedzieliśmy na tarasie i sączyliśmy oranżadę (mężuś piwko).

Gdy nadszedł czas powrotu, nie chcieliśmy wracać… Ale trzeba było oddać samochód i postawić stopę w kierunku samolotu. Powrót mieliśmy zaplanowany na 22:00 – lecieliśmy podobnie jak na Mykonos, z tą różnicą, że byliśmy zmuszeni przenocować w Wiedniu. Młody, zmęczony podróżą jakby przebiegł maraton, usnął na podłodze samolotu pod fotelami – musieliśmy go wyciągać stamtąd za nogi!

Podsumowanie

Wycieczka na Mykonos nie potwierdziła opinii mówiących o „imprezowni Cyklad". Tak naprawdę jedynym miejscem, gdzie było tę muzykę słychać, był Stary i Nowy Port. Pozostałe części wyspy po zmroku ogarniała ciemność i cisza.

No ale inaczej zwiedza się wyspę mając rodzinę i dziecko, a inaczej będąc singlem bez zobowiązań. Dla nas Mykonos okazał się piękną, choć drogą wyspą z niesamowitymi widokami i ciekawymi wycieczkami na pobliskie wyspy. ❤️

← Poprzedni wpis Następny wpis →